Odradzam Villa Rowy
Wraz z żoną mieliśmy okazję gościć w jednym z apartamentów w Villa Rowy 2 ul. Leszczynowa 6 początkiem września 2013 r. Do podzielenia się moją opinią o pobycie skłoniło mnie zajście z Panem Gospodarzem, które obrazuje w jaki sposób traktuje się tam gości. Otóż, w dniu wyjazdu, po dokonaniu inspekcji stanu apartamentu, zwrócił on uwagę na uszkodzony parasol znajdujący się w ogródku.
Cała historia związana z nieszczęsnym parasolem wyglądała następująco. W dniu naszego zakwaterowania przed domem stał ROZŁOŻONY parasol wraz z innym sprzętem ogrodowym (nie wyjmowaliśmy ani nie korzystaliśmy ze sprzętu na ogrodzie, wszystko tam stało: parasol leżaki krzesła, itd). Pech chciał że drugiego dnia pobytu silny wiatr przewrócił parasol a jedno z ramion się złamało. Właściciel zażądał zwrotu kosztu parasola, gdyż jak stwierdził, to co na ogrodzie stanowi również wyposażenie pokoju. Po krótkiej sprzeczce (nie chcieliśmy się niepotrzebnie denerwować przed długą drogą powrotną) daliśmy mu dla świętego spokoju pieniądze których żądał. Na szczęście w grę nie wchodził majątek, gdyż nie był to parasol najwyższych lotów (nawiasem mówiąc jak większość wyposażenia w Villa Rowy, ale o tym później).
Panie Gospodarzu, powtórzę to raz jeszcze, musi Pan na wstępie uświadamiać gości że odpowiadają również za sprzęt na ogólnodostępnym, zamykanym na drut ogrodzie, (ciekawe ile osób to zaakceptuje?). Ponadto przekazywać sprzęt do dyspozycji gości w takim stanie aby sam nie uległ uszkodzeniu. W naszym przypadku, skoro na siłę musiał nas Pan uszczęśliwiać tym parasolem, to powinien być on złożony. A tak, nie my go otwarliśmy, nie my uszkodziliśmy, ale musieliśmy zapłacić (dobrze że przewrócił się na trawę a nie na przeszklone drzwi czy okno, bo teraz znając Pana podejście, widzę jak mogło by być ciekawie).
Rowy na wczasy, jak najbardziej godne polecenia, ładna spokojna miejscowość otoczona piękną przyrodą, jednak pobyt w Villa Rowy odradzam. Właściciel nastawiony wyłącznie na zysk, grzeczny do momentu zapłaty za pobyt, później traktuje gości jak zło konieczne. Co roku gdzieś jeździmy na wakacje, ale nie pamiętam, żeby kiedyś zachowanie osoby u której mieszkaliśmy pozostawiło w nas taki niesmak.
PS.
Korzystając z okazji, poniżej dorzucam jeszcze parę uwag na temat samego apartamentu.
W pokoju po przyjeździe wyraźnie wyczuwalny był nieprzyjemny zapach stęchlizny. Zasugerowano nam wietrzenie apartamentu, a w szczególności łazienki (Panie Gospodarzu może trzeba wpierw naprawić wentylator). Niestety brzydki zapach utrzymywał się przede wszystkim w szafkach. W związku z tym zdecydowaliśmy się na trzymanie ubrań na wierzchu gdyż z jednego pokoju nie korzystaliśmy.
Apartament urządzony ze smakiem, ładnie prezentuje się na zdjęciach ale w rzeczywistości nie jest już tak dobrze. Tanie meble, materace niewygodne, złej jakości pościel, itd. Najlepszym przykładem jest kanapa z jasnej ekoskóry która była tak sfatygowana (pęknięcia, łatki) że przez cały nasz pobyt przykrywaliśmy ją dwoma kocami żeby nic się nie stało.
Kontynuując temat mebli, tzw. łóżko podwójne to w rzeczywistości związane ze sobą dwa łóżka jednoosobowe. Trzeba uważać na dziurę i ramy biegnące przez środek. Chyba nie przystoi lokum które szczyci się dumną nazwą villa
Szklane drzwi kabiny prysznicowej po otwarciu uderzają z jednej strony w umywalkę z drugiej w ubikację. Pan Gospodarz co prawda przykleił na nich osłony ale w złych miejscach. Dobrze że w porę zauważyliśmy problem, i jedną przekleiliśmy, bo chwila nieuwagi i kabina rozbita, a osłony były. Wiadomo czyja byłaby wina.
Fragment pobocza drogi, przed bramką do ogrodu, w czasie deszczu zamienia się w jezioro. Brak oświetlenia powoduje że przejście suchą nogą po ciemku graniczy z cudem.
Ostrzegamy! Odradzamy! Właściciel apartamentów zażądał opłaty w gotówce z góry i po pierwszej nocy zrozumieliśmy dlaczego. Budynek poza sezonem jest chyba nieogrzewany i we wszystkich pomieszczeniach jest mnóstwo pleśni i grzyba na ścianach (za meblami, za szafkami, w narożnikach), pośpiesznie i powierzchownie usuniętego przed przyjazdem turystów. Grzyb już po kilku dniach zaczął wyłazić, wszystko przesiąkło zapachem stęchlizny. Po tygodniowym pobycie wróciliśmy kompletnie zaalergizowani (żona jest astmatyczką, od pierwszej nocy jechała na lekach) i dokładnie WSZYSTKO nadawało się do prania i mycia. Plecaki do dziś śmierdzą. W innych apartamentach – jest ich w sumie 6 w tym domu - było podobnie, a przyjechali tam ludzie z naprawdę malutkimi dziećmi i byli wściekli i oburzeni. Właściciel ma ładnie zrobioną stronę internetową i zachęca do wizyty rodziny z dziećmi – co za skandal.
PS – w Majówkę 2012 na dwóch sąsiednich działkach trwała hałaśliwa budowa (akurat na to właściciel nie ma wpływu), ale nie podejrzewamy, że skończy się przed wakacjami 2012. Unikać bo sparzycie się tak jak my!